EXPEDITION DIARY
patronat
| 5.06.20101 NA GRANICY BOLIWIJSKO - PERUWIANSKIEJ 24h |
|
DZEN 141
Z Copacabany do granicy jest z 15 minut drogi. Przed opuszczeniem miasta tankujemy nasze wszystkie baki, bo boliwijskie paliwo jest gorsze ale tansze. W ostatniej miejscowosci przed granica na Eli motor wyskakuje pies. Nie widzi on jednak drugiego motoru czyli mnie i wpada prosto pod moje kola. Moze nie zabrzmi to zbyt humanitarnie, ale i tak sie dziwie ze dopiero jednego psa rozjechalismy w Ameryce Poludniowej. O maly wlos sie nie wywaliem, ale jakos utrzymalem motor w pionie, nie zatrymalem sie bo coz mial bym powiedziec wlascicielowi. Bezpanskie psy to tutaj norma, nie tylko w Boliwii. Na pamiatke zostalo mi tylko scentrowane przednie kolo. Na samej granicy u pana celnika pytanie: gdzie mamy deklaracje celna wjazdu motocykli. My nic takiego nie dostalismy na granicy argentynsko - boliwijskiej, choc tego sie domagalismy (takie deklaracje mielismy wczesniej w Chile oraz Argentynie). Trzy razy pytalismy o nasze deklaracje mowiac, ze jedziemy na 2 motocyklach i wszystko co uslyszelismy to bylo "witamy w Boliwi". No coz, celnik zatrzymuje nam nasze dowody rejestracyjne, ale kaze isc sie podbic do policji migracyjnej, wiec moze nie bedzie tak zle. Policja podbija nam nasze paszporty i wracamy do celnika. Celnik mowi nam, ze motory wjechaly na terytorum Boliwi nielegalnie i od tego jest naliczana kara. Bierze paszporty i liczy dni od wjazdu do wyjazdu i wychodzi z tedo 23 dni a kara za taka ilosc dni wynosi prawie tyle ile warte byly nasze motory w dniu ich zakupu. Na nic sie zdaja klotnie, ze to nie nasza wina. Ela wraca do policji migracyjnej i pokazuje celnikowi, ze na karcie wjazdowej widnieje MOTO. Ale nic go to nie interesuje mowi, ze policja migracyjna nie ma nic do celnikow. Migracyjni za to sugeruja Eli, ze w zamian za wydanie na chwile karty wjazdowej ma zakupic w sklepie coca cole ... To wszystko zakrawac zaczyna na zart... ale to jest zeczywistosc skorumpowanej Boliwii... Celnik mowi nam, ze mozemy pojechac do La Paz i tam zrobic korekte ale i tak trzeba bedzie zaplacic... Zaplacic ... i to nam sie nie podoba, bo to nie my jestesmy winni. No coz, bierzemy celnika na czas, wiemy, ze czeka na lapowke... Wracamy do motorow i robimy kopletny przeglad. Odkrecamy plastyki, ogladamy wszystkie spawy, dopompowujemy kola i ja centruje swoje przednie. Kiedy nie mamy juz nic do roboty przy motorach, Ela cos sobie pisze a ja szyje spodnie. Kiedy zaczyna robic sie ciemno mowimy celnikowi, ze zostajemy tu na noc. Po rozbiciu namiotu niemal przed drzwiami celnika, zaczynamy gotowanie obiadu. Granica jest zamykana o godzinie 20.00. Myslelismy, ze wtedy ruch na granicy ustanie, ale po zamknieciu szlabanu przez celnika granice przekraczaja calkiem spore ilosci ludzi. Na spanie bylo jeszcze za wczesnie, wiec usiedlismy sobie na schodach kosciola, ktory stal po srodku granicy i obserwujemy sobie ta cala komedie graniczna. Nam celnik nie chce oddac dokumentow motocykla a tu na granicy takie cuda sie dzieja. Gdybym wiedzial ze cos takiego sie stanie, to bysmy podbili sie na granicy u policji migricajnej i przejechalibysmy przez zielona granice w nocy. Siedzac tak na tych schodach, juz o zupelnych ciemnosciach (ale palily sie dwie lampy) obserwujemy jak 300m dalej od szlabanu (tam gdzie byl polmrok) caly czas kursuja ludzie. Kiedy podchodzimy blizej dawane sa nam znaki latarka. Wycofujemy sie, bo nie wiemy czego sie mozemy spodziewac. Ide do namiotu po aparat i wracam na schody. Po chwili pojawiaja sie policjanci. Celnik zamknal granice, teraz oni sa tu "strozami prawa". W krzaczorach znow pojawiaja sie sygnaly z latarki, policjanci tam podchodza, wychodza jacys ludzie, rozmawiaja... Po chwili widzimy, ze od ich strony, na tylach granicy podjezdza jakis samochod. Po chwili jest on rozladowany przez babuszki i inne osoby kursujace z wozkami. Na pewno jednym z towarow jest tanie boliwijskie paliwo. Siedzimy i oczom nie wierzymy... Po chwili podjezdza ! ciezarowka! Ta sama sytuacja, akcja rozladowywania idzie sprawnie. Policjanci spaceruja z przemytnikami i pilnuja aby wszystko przebiegalo bezproblemowo. Zaczynam krecic filmiki oraz robic zdjecia. Wtedy podchodzi do mnie policja i mowi zeby nie robic fotografi. Rozmawiam z nimi z duzym dystansem a na slowo PHARE (stop) nie podchodza do mnie. Tak samo zachowuja sie przemytnicy. Kiedy juz mamy dosc tego cyrku idziemy spac do namiotu. Spimy, jezeli to mozna nazwac spaniem. Nie czujemy sie tu pewnie a na pewno bezpiecznie. Chowam karte z aparatu, wyciagam gaz oraz ¨noz¨ ktory znalazlem na drodze jeszcze w Chile.
Noc jednak mija nam spokojnie, nikt sie nami nie interesuje a raczej sa szczesliwi, ze zniknelismy im z oczu. Po poludniu rozpoczynamy kolejne pertaktacje z celnikiem. Z 1000$ kary na 100$ ¨za pomoc¨ za motor zbijamy do 20$ za wszystko. Niestety nie dalo sie mniej, choc kasy coraz mniej gorzko przelykamy ta kolejna lekcje. Kolejna noc na tej granicy nie nalazala by do bezpiecznych. Cala rozmowe z celnikiem nagrywamy na nasze MP4. Dla potomnych. Pakujemy sie i chcemy wyjezdzac, ale zauwaza to policja... Zatrzymuje nas celnik i pyta o zdjecia a my na to owszem, ze robilismy zdjecia, ale teraz to juz za pozno aby je kasowac bo one sa w internecie. Ela dowala policjantom, ze teraz to moga je zobaczyc na yootube jak wpisza ¨Una noche en la frontiera Boliwiana¨. Poprostu zamurowalo policjantow... bez slowa odjezdzamy i przejezdzamy szlaban. Widok ich min byl rekompenstata za te 20$. Probowalismy dzwonic do konsulatu, ale na granicy pojawilismy sie w sobote po poludniu, nastepnego dnia (niedziela) nie udalo nam sie dodzwonic... Bylo ciekawie przezyc cos takiego, ale mam nadziej ze po raz ostatni. Boliwia, choc piekna to jedno z najbardziej skorumpowanych panstw swiata. Nie dosc, ze ze jest nabiednejszym krajem Ameryki Poludniowej to jeszcze zrzera ja korupcja. Pidrozujac po Boliwi nie mielismy zadnych zlych doswiadczen, pomimo iz spalismy czasem rozbici w namiocie przy drodze. Podobno do niedawna to Boliwia byla najbiezpiecznejszym krajem Ameryki Poludniowej. Jej historia przypomina mi troche historie Polski. Kazdy z jej sasiadow zagarnal jej surowce naturalne. Chile zabralo jej dostep do morza oraz cenne surowce z Atacamy. Brazylia zabrala im dostep do drzew kauczukowych w dolinie Amazonki. Peru oraz Argentyna tez sobie uszczypnela troche terenow boliwijskich. |











